Pokoje Pamięci Brunona Schulza - Wystawa Leszka Mądzika

schulz_obrazek.jpg

         W dniach 13 - 21 listopada br., Państwowe Muzeum na Majdanku miało zaszczyt gościć wystawę Leszka Mądzika pt. Pokoje Pamięci Brunona Schulza. Wystawa prezentowana była w baraku nr 56 znajdującym się na terenie Muzeum. >>>  

         Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z otwarcia wystawy:>>>



Małgorzata Kitowska-Łysiak
 
         Co sprawia, że krzyżują się obszary wyobraźni? Co powoduje, że między artystami i ich dziełami powstaje tajemna nić powiązań? Możemy wskazywać fakty, śledzić przejawy, tropić wspólne wątki, ale istota zjawiska, które w naukowym żargonie nazywamy „recepcją”, pozostaje niezbadana. Artysta też czasami nie wie dlaczego, w którym momencie olśniła go sztuka innego artysty, co zapaliło iskrę, otworzyło dostęp do cudzego świata.

         Leszek Mądzik mówi, że Schulz jest dla niego ważny. Nie pytałam co to znaczy. Może tyle, że Los i Dzieło autora Sanatorium pod Klepsydrą ma w pamięci? Że po to Dzieło sięga, a Losu stara się dotknąć używając środków, którymi dysponuje – swojego teatralnego medium. Nie inscenizuje jednak Schulzowskiej prozy; stara się raczej stworzyć przestrzeń, która z nią koresponduje. Dotychczas realizował swoje projekty w neutralnych semantycznie salach wystawowych. Tym razem wybrał inne miejsce, bardzo mocno nasycone tragiczną historią: jeden z baraków byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku. Tu w klepsydrze przesypuje się nie piasek, lecz popiół; rekwizytornia składa się z elementów wyposażenia baraków i przedmiotów pozostałych po więźniach; a Księgą-Autentykiem jest Pamięć o Shoah.
  
        Krytycy kilkakrotnie już próbowali wytropić w prozie Schulza sygnały, które można byłoby interpretować jako zapowiedź pogromu. Wydaje się to ryzykowne – po wojnie, po Zagładzie mamy naturalną skłonność do projektowania lektury rozmaitych przedwojennych dzieł w jej kontekście. Niemniej, w niektórych opowiadaniach pisarza da się wskazać obrazy, które – chociaż niejednoznacznie – nasuwają określone skojarzenia. We wspomnianym opowiadaniu Schulza czytamy na przykład o pociągu, który kursuje na „bocznej, zapomnianej linii”, a jego skład stanowią archaiczne wagony, dawno wycofane  z innych kursów. Podróż trwa długo. Na pustych stacjach nikt nie wsiada. U kresu pociąg staje, „jak gdyby życie powoli zeń uchodziło wraz z ostatnim tchnieniem pary”. Wiemy, jak dziwnym, tajemniczym miejscem jest Sanatorium… To Hades, kraina umarłych.

         Nawet jeśli pominiemy aspekt profetyczny, to – jako czytelnicy Sanatorium pod Klepsydrą – pozostaniemy w kręgu vanitas. Świadomość tymczasowości, przemijania, kruchości życia (i nietrwałości kultury) – to bowiem problem stale obecny w literackiej wyobraźni autora opowiadania. Może to właśnie jest obszar wspólny – obszar spotkania Leszka Mądzika z Brunonem Schulzem?  

Ks. Alfred Marek Wierzbicki

         „Pokoje Pamięci Brunona Schulza” – to świetny tytuł. Wyraża on zamysł wystawy Leszka Mądzika, odpowiada także moim osobistym emocjom związanym z poznawaniem Schulza. Artysta z Drohobycza jest jak horyzont, oddala się, im bardziej się doń zbliżamy. To, co jest jego esencją, odsłania się i jednocześnie pozostaje poza naszym zasięgiem.

         Odwiedziłem wystawę Leszka Mądzika w Kielcach i od razu mnie poruszyła swą dramaturgią. Obawiam się, że w chłodnej refleksji nie potrafię oddać rosnącego napięcia poznawczego i estetycznego, jakie towarzyszyło przeżywaniu tej wystawy. O przeżyciach trudno bowiem opowiadać, a Mądzikowi udało się urządzić seans.

         Zaczyna się dość konwencjonalnie. Przegląd wielorakiej obecności Schulza w malarstwie i grafice XX wieku. Co za nazwiska! Wielcy i samodzielni mistrzowie. Jedni czerpią tematy z Schulzowskiej wyobraźni, inni nawiązują do jego postaci jako symbolu. Nauczyciel rysunku w drohobyckich gimnazjach, autor „Xięgi Bałwochwalczej”, twórca „Sklepów cynamonowych”, tragiczna postać polskiego Żyda, okazuje się jedną z największych inspiracji polskiej sztuki XX wieku.

         Materia tej pierwszej części wystawy jest tak bogata i gęsta, że wystarczyłoby jej na kompletną ekspozycję o wyrazistym przesłaniu. Leszek Mądzik jednak dokonał przypomnienia swych poprzedników zdążających w stronę Schulza, aby wypowiedzieć w kulminacyjnym punkcie swą własną kwestię.

         Zatrzymujemy się w dziecięcym pokoju willi Landaua, gdzie w ostatnich miesiącach swego życia Bruno Schulz wykonał freski na motywach bajek i baśni, pracując na rozkaz wszechwładnego gestapowca. Jest to rzecz o sztuce. Powinna dawać wolność i radość. I takie właśnie są pierwsze odczucia, kiedy chłoniemy wzrokiem bajkowe postacie w jasnych kolorach, wychudzonego kota, żebraczkę z wyciągniętą dłonią. Rodzi się współczucie dla każdego istnienia. Ale te freski stanowią tylko barwną powierzchnię nieogarnionej ciemności losu artysty zmuszonego przemocą do kreacji, ciemności upokorzenia, które ratowało jego życie, dopóki uznawano go za „przydatnego Żyda”. 

         Już w swej rekonstrukcji willi Landaua Mądzik wkracza w sferę spraw ostatecznych. Pozostajemy tu wyłącznie widzami i chyba dlatego zaraz następuje formalna przemiana, dzięki której każdy kto wejdzie za kotarę, za którą prowadzi napis – nowy tytuł – „przenikanie” – staje się nagle aktorem teatru Leszka Mądzika. Przekroczyłem ten próg wspólnie z moim kolegą i wystarczyło zobaczyć jego zdumioną twarz, ale on widział to samo w mojej twarzy. Zaczęliśmy zapadać się w otchłań. Ale nie w nią patrzyliśmy, bo to niemożliwe, aby ją za życia zobaczyć. Widzieliśmy natomiast pod naszymi nogami lustra odbijające światło z góry, a więc bez wątpienia przychodzące ze świata, który jest ponad unicestwieniem.